Live to Love po ADC

Swiątynia Pięciu Posągów Wadżrajogini

Swiątynia Pięciu Posągów Wadżrajogini

Następnego dnia po ADC, gdy schodziłyśmy z Druk Amitabha Mountain, Czio Dzum i ja, w połowie drogi pewien mężczyzna zaproponował, że nas podwiezie. Powiedział nam, że właśnie odwiedził po raz pierwszy małą świątynię Vadżrayogini, tylko kilka metrów stamtąd, w Sitapaili. Byłyśmy zdziwione, bo nigdy nie słyszałyśmy o niej, a przechodziłyśmy tamtędy w odległości kilku metrów. Człowiek ten miał dość dużą wiedzę na temat świętych miejsc wokół doliny Kathmandu. Kiedy dostrzegł nasze zainteresowanie, mówił nam więcej o innych świętych miejscach i zaofiarował podwiezienie do świątyni pięciu Jogiń w Swayambhu.

A więc pojechaliśmy. Miejsce to było bardzo szczególne i piękne; ofiarowałyśmy lampki maślane i khatas każdej z Jogiń i pozostałyśmy tam przez jakiś czas, żeby medytować. Gdy wyszłyśmy zaczęło się ściemniać; minąwszy kilka metrów spostrzegłam stoisko rzeźnika i trzy koziołki czekające na rzeź. Nie myśląc wiele, spontanicznie ruszyłam im na pomoc i w wyniku negocjacji na temat ceny (z pomocą przechodzącego mnicha) kozły zostały uwolnione z tej przerażającej sytuacji. Teraz do następnego dnia musiałyśmy znaleźć dla nich dom. Stopniowo zaczęłyśmy sobie zdawać sprawę z trudności tego zadania, pomyślałyśmy, że będą one potrzebować schronienia, pokarmu i wody a w zamian nie dadzą nic. Rzeźnik zgodził się przechować je przez tę noc.

Następnego ranka rozpoczęły się poszukiwania z pomocą naszego tybetańskiego gospodarza, Gali, który znał miejscowych ludzi i pobliskich chłopów. Jego dom położony jest u podnóża góry od strony Amitabha Gompa. Na początku był całkiem dobrej myśli, że znajdzie kogoś, ale po kilku próbach i rozmowach z sąsiadami wydawało się, że nikt nie był w żaden sposób tym zainteresowany, nawet po zaoferowaniu pieniędzy.

Siedzieliśmy w trojkę wokół stołu zastanawiając się, co dalej. Mimo wszystko nie straciłam otuchy, a Czio Dzum czuła to samo. Nagle przyszła mi do głowy myśl, żeby spróbować jeszcze ze świątynią Vajrajogini w Sitapaili, o której dowiedziałyśmy się od mężczyzny oferującego nam podwiezienie z Amitabhy na początku tej nieoczekiwanej podróży. Miałam przeczucie, że koło mogłoby się zamknąć, gdyby kozły się tam znalazły.

Gala zgodził się bez wahania, więc udaliśmy się tam i ku naszemu zaskoczeniu było to po drugiej strony drogi na wzgórze. Miłe, spokojne miejsce, bardzo czyste, z dużym posągiem Vadżrajogini, starymi tankami na ścianach, ładnymi kwiatami i małym domem nieco powyżej. Gala wyjaśnił sytuację rodzinie Nepalczyków, która tam mieszkała i opiekowała się świątynią. Byli bardzo sympatyczni i po złożeniu ofiary oraz wspólnym wypiciu herbaty zgodzili się i zapewnili, że koziołki znajdą tam dobrą opiekę. Nie mogliśmy w to uwierzyć! Było to fantastyczne. I tak starszy człowiek, jego wnuk ubrany w koszulkę z wizerunkiem smoka, Czio Dzum i ja udaliśmy się po nie. Dzień był bardzo gorący i wracaliśmy do Sitapaili bardzo wszyscy zmęczeni, ale też bardzo szczęśliwi, że wszystko to tak dobrze się skończyło.

Załączone zdjęcia ilustrują tę opowieść.

Jeśli interesuje was ta historia o naszych koziołkach Live to Love, mogę informować na bieżąco o ich losach.

Z miłością, P. Khandro.

U rzeźnikaNowy dzieńNa drodze

 Nowy dbajacy opiekunWnuczek dozorcy w koszulce ze smokiemBlisko domu

...zaledwie kilka krokówSerdeczne powitaniemiejsce Wadżrajogini

Ich nowe imiona to Jigme, Pokój i Miłość Czarno-biały ma na imie miloscA to jest Pokój