Z Europy do Ameryki

10 czerwca 2007

Tak sobie myślę, że przemierzyłem połowę świata w niecałe 20 dni. Tym razem, naprawdę czułem się zupełnie wyczerpany fizycznie. Widocznie muszę się starzeć. Jak już wszyscy wiecie nie jestem osobą która dużo sypia, a po powrocie z tej podróży stałem się dość senny i dopiero po odosobnieniu Nyungne z moimi studentami z Hong Kongu zacząłem odzyskiwać energię. Mogłem zobaczyć, że duchowa praktyka czyni ich lepszymi osobami, a nawet mogłem odczuć że harmonia pomiędzy nimi staje się bardziej szczera i ugruntowana. Dzięki temu w jakimś stopniu doszedłem nieco do siebie.

Dla waszej informacji, myślę że w następnym roku, po Tybetańskim Nowym Roku, naprawdę będę chciał zrobić sobie przerwę. Pójść na odosobnienie, uwolnić umysł i ciało tak abym mógł kontynuować swoją drogę. Jeśli będę mógł odpocząć trochę i nie pracować przez rok, będzie to bardzo pomocne dla mnie. Mam tylko nadzieję, że wszystkie moje działania potoczą się same z siebie lub jakieś uprzejme osoby zatroszczą się o nie. W przeciwnym razie, znowu mój odpoczynek nie byłby zbyt spokojny.

Tylko kilka dni spędziłem w Plouray i jeden wieczór w Paryżu w drodze do Ameryki. Byłem całkiem szczęśliwy, że miałem ze sobą Khamtrula Rinpocze. Być może nadszedł czas, aby ci starsi "synowie" dołączyli do mnie, aby przyjąć poważną odpowiedzialność za naszą linię. Nie mogę zdziałać zbyt dużo całkiem sam, jest wiele rzeczy o które trzeba się troszczyć i martwić.

Naprawdę cieszę się na lipcowy program w Ladakhu. To, że zobaczę wszystkich moich synów i współpracowników, przybywających razem, aby wesprzeć się wzajemnie i upewnić się że możemy pójść dalej poza 800-lecie z jeszcze większą pomocą dla istot. Poprzez pomoc mam na myśli bycie gotowym do praktycznej pomocy nie tylko poprzez modlitwy, lecz przez różne humanitarne działania przeprowadzane pod parasolem "Live to Love".

Również cieszę się, że w Ladakhu zobaczę wielu z was, moi ukochani studenci i przyjaciele i że będziemy tam wszyscy świętować 800-lecie urodzin.